wtorek, 29 października 2013

12. "Nowy rozdział"

Bonnie

1 sierpnia 2013r.

     Siedziałam na chwiejącym się, drewnianym krzesełku, w małej klitce zwanej kuchnią i obierałam ziemniaki na obiad. Dzisiaj przyszła moja kolej na jego przygotowanie. Zdecydowałam się na gulasz drobiowy z pyrami. To było jedno z niewielu dań, które smakowało mojej matce i które potrafiłam samodzielnie przygotować. To nie chodzi o to, że niewiele potrafię, ale o to, że moja rodzicielka jest cholernie wybredna. Po prostu nie potrafię sprostać jej wszystkim wymaganiom.
Nagle usłyszałam głośne walenie w drzwi wejściowe do domu, o ile w ogóle mogłam tak nazwać tę ruinę, w której przyszło mi mieszkać. Ten niespodziewany, gwałtowny dźwięk sprawił, że się wzdrygnęłam kalecząc przy tym dłoń.
- Cholera. - warknęłam, po czym sięgnęłam po ręczniczek papierowy i przyłożyłam go do krwawiącego miejsca.
Walenie, bo stukaniem tego nie można było nazwać, nie ustępowało, dlatego szybkim krokiem udałam się do drzwi, w celu ich otworzenia. W tym momencie pożałowałam, że nie mamy wizjera.

WHY?!

Kiedy tylko uchyliłam drewnianą płytę, od razu chciałam zamknąć ją z powrotem. Niestety zniszczony, brudny but mi to uniemożliwił. Drzwi zostały mocniej pchnięte, w wyniku czego lekko odrzuciło mnie w tył.
Wysoki, wytatuowany mężczyzna z blizną pod okiem wszedł do mojego domu uśmiechając się parszywie.
- Czego chcesz? - warknęłam.
- Jeszcze się nie nauczyłaś? - zapytał, a podły uśmieszek nie znikał z jego paskudnej twarzy.
- Wiesz może co to molestowanie seksualne i co za to grozi? - odpowiedziałam pytająco.
Nienawidziłam go z całego serca. Nie rozumiem dlaczego Bóg stworzył takich ludzi? Skoro nasz kocha, dlaczego pozwala na istnienie kogoś tak okropnego?
- Oboje wiemy, że na mnie nie doniesiesz. - mruknął, a ten cholerny uśmiech zniknął z jego twarzy. Czyżby zaczął kwestionować mój strach wobec niego?
- Na twoim miejscu nie byłabym tego taka pewna. - bąknęłam. - Więc jeżeli nie chcesz spędzić reszty życia za kratkami, wypierdalaj stąd. - kontynuowałam. - Natychmiast.
- Wow, cóż to za słownictwo? Nie poznaję cię, skarbie. Coraz bardziej mi imponujesz wiesz? - Z każdym słowem stawiał kolejny krok w moim kierunku. Był coraz bliżej, a ja nie miałam już możliwości oddalenia się od niego, bo na mojej drodze stanęła ściana. Kurwa. - Wiesz, że lubię ostre dziewczynki, a ty się taką stajesz. To prowadzi tylko do jednego. - wyszeptał prosto w moje usta.
Tak bardzo go nienawidziłam. Jego oddechu, jego zapachu, jego spojrzenia, jego uśmiechu, jego charakteru, jego urojeń, JEGO CAŁEGO.
- Zostaw mnie. - warknęłam, starając się go odepchnąć. Był za silny.
- Przecież wiem, że tego chcesz. Lubisz to. - szepnął, a jego ciepły oddech odbił się od mojej szyi, wywołując na niej nieprzyjemną gęsią skórkę. Po chwili złożył na niej mokry pocałunek.

YUCK!

Próbowałam się wyrwać. Walczyłam...ale nie dałam rady. Poddałam się, bo chyba to najlepiej mi w życiu wychodziło. Poddawałam się za każdym razem, kiedy nie mogłam sobie z czymś poradzić. To dlatego ten idiota, Jake, jest tak cholernie apodyktyczny w stosunku do mnie. To dlatego nadal mieszkam z matką pijaczką. To dlatego żyję, jak żyję.
Chciałam to zakończyć. Próbowałam, ale... Kurwa, poddałam się. Nienawidzę się za to.
Zupełnie niespodziewanie poczułam ogromny przypływ odwagi i siły.
Kopnęłam wytatuowanego mężczyznę w krocze, po czym mocno go odepchnęłam, co spowodowało, że upadł na podłogę, zwijając się z bólu. Następnie, od razu, chwyciłam za telefon i wpisałam numer na policję.
- Spójrz na to. - warknęłam pokazując mu telefon tuż przed jego oczyma. - Widzisz? - zapytałam ostro, jednak nie usłyszałam odpowiedzi. Pociągnęłam go za włosy tak, by spojrzał na urządzenie, które trzymałam w ręku. - Widzisz? - powtórzyłam głośniej i jeszcze surowiej. Kiwnął głową. - Jeżeli jeszcze raz mnie dotkniesz, nie zawaham się wcisnąć zielonej słuchawki. Tylko spróbuj, wejdź do mojego domu, a przysięgam, że do końca życia nie wyjdziesz z więzienia. Znajdę sobie najlepszego prawnika, uwiodę sędziego... Zrobię wszystko, żebyś, kurwa, zgnił za kratkami, a potem każę strażnikom wsadzić cię do celi z niewyżytymi gejami, żebyś cierpiał tak samo mocno jak ja, kiedy tu przychodziłeś i mnie gwałciłeś. Rozumiesz? - powiedziałam.
Co widziałam? Strach. Przerażenie w jego oczach. Bał się mnie. Bał się, że dotrzymam obietnicy.
Energicznie pokiwał głową i mruknął ciche "przepraszam", po czym szybko opuścił mój dom.

SO PROUD OF MYSELF

Byłam z siebie tak cholernie dumna. Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek mu się postawię, a tym bardziej wypowiem takie słowa. Nigdy nie podejrzewałam, że stanę się tak stanowcza, i że on się mnie przestraszy.
To pierwszy krok ku lepszemu jutru.

***

Moja matka siedziała przy stole czekając aż podam jej obiad. Niecierpliwiła się.
- Szybciej. - warknęła nerwowo stukając o blat mebla.
- Nie przyspieszę procesu gotowania się sosu. - mruknęłam.
- Obiad powinien być już dawno zrobiony.
Nie odpowiedziałam. Nie chciałam mówić jej o wizycie Jake'a. Nie uwierzyłaby mi. W jej opinii, ten parszywy człowiek był wspaniałym, miłym chłopcem. Szkoda, że nie wiedziała jaki był na prawdę. Chociaż... Nawet gdyby wiedziała, to pewnie i tak nic by się nie zmieniło. Traktowała mnie jak służącą, nie jak córkę. Miałam wrażenie, że mnie nienawidzi, a mieszkam tu tylko dlatego, ponieważ w papierach jestem zapisana jako jej dziecko.
Po chwili podałam jej talerz z gulaszem i opuściłam kuchnię. Nie lubiła jeść ze mną posiłków, dlatego zawsze konsumowała je jako pierwsza, a dopiero potem ja mogłam zjeść to, co postanowiła mi łaskawie zostawić.
Udałam się do swojego pokoju, który wyglądem nie przypominał miejsca, w którym sypia przeciętna osoba. Pomieszczenie 2x2 metry, to raczej schowek na mopy niż pokój, no ale u mnie właśnie tak to wygląda. Ściany, z których odpada farba, podłoga wyłożona tanią wykładziną i niewielki materac, na którym przyszło mi spać. Wszystkie moje ubrania leżały złożone na kilka kupek w kącie pomieszczenia. To miejsce służyło mi jako szafa, której nie miałam. Natomiast moja matka... Ona miała wszystko. Czułam się jak niewolnica, ale pomimo tego, ta kobieta nadal była moja rodzicielką. Szanowałam ją. Mimo wszystko.
Położyłam się na materacu i wzięłam telefon do ręki, by sprawdzić czy ktoś próbował się ze mną kontaktować. Sama na niego zarobiłam pracując dorywczo w szpitalu i kilku innych miejscach.
Podświetliłam ekran i ujrzałam dwie nieodczytane wiadomości. Jedna od operatora, druga zaś od Zayna.

"Hej! Może masz ochotę się spotkać? xx"

Gdy tylko przeczytałam treść sms-a, na mojej twarzy od razu pojawił się uśmiech. Bez zastanowienia wcisnęłam opcję "Odpisz".

"Pewnie! Powiedz tylko gdzie i kiedy? :)"

Po chwili mój telefon ponownie zawibrował.

"Czas: za 30 minut. Nasze miejsce"

No tak, po co się pytać czy mi pasuje. Grunt, żeby Malikowi odpowiadało!
Odnośnie Zayna... Nasze stosunki znacznie się polepszyły w ciągu tych dwóch miesięcy. Mogę nawet śmiało powiedzieć, że jesteśmy przyjaciółmi. On ufa mi, ja ufam jemu i każde z nas może liczyć na drugie.

FRIENDSHIP - SOMETHING BEAUTIFUL

Ubrana w dżinsowe szorty z wysokim stanem, biały bralet, czarny kardigan i trampki tego samego koloru chciałam opuścić dom, jednak uniemożliwiła mi to matka, wołając mnie do siebie.
- Słucham? - zapytałam niecierpliwie czekając na odpowiedź.
Nie chciałam się spóźnić na spotkanie z Zaynem, ale moja rodzicielka chyba specjalnie chciała opóźnić moje wyjście. Aż tak mnie nienawidzi?
- Gdzie idziesz? - zadała pytanie nie spuszczając wzroku z butelki whisky, którą uważnie obserwowała i czytała jej etykietkę.
Serio? To jest aż tak interesujące?
- Na spotkanie. - mruknęłam i już zrobiłam krok ku wyjściu z "salonu", kiedy ponownie usłyszałam jej głos.
- Jeszcze nie skończyłam. - warknęła.
Oh, spojrzała na mnie.
- Nigdzie nie idziesz. - oznajmiła.
- Chyba sobie żartujesz... - szepnęłam nie dowierzając temu, co właśnie usłyszałam.
Czy ona właśnie zabroniła mi wyjścia?
- Nie.
- Nie możesz mi kazać siedzieć w domu. Jestem dorosła i mogę robić co chcę. - odpowiedziałam.
Kobieta, która dotychczas leżała rozwalona na kanapie, wstała i stanęła na przeciw mnie. Zbyt blisko.

DEFINIATELY

Spojrzała na mnie surowym wzrokiem, po czym powiedziała:
- Wyraziłam się jasno. Dopóki mieszkasz ze mną pod jednym dachem, to ja decyduję o tym czy możesz wyjść, kiedy i z kim.
- Nie jestem dzieckiem. - warknęłam. - Będę robiła, co będę chciała, a tobie nic do tego.
Nagle poczułam silne pieczenie skóry policzka. Uderzyła mnie. Ona. Mnie. Kurwa. Uderzyła.
Spojrzałam na nią zszokowana. Nigdy nie sądziłam, że będzie w stanie to zrobić.
- Od dziś musisz radzić sobie sama. - szepnęłam, po czym udałam się do swojego pokoju.
Wzięłam torbę i zaczęłam pakować do niej wszystkie swoje rzeczy. Ubrania, gadżety, kosmetyki. Nie pozwolę na to, by traktowała mnie w ten sposób. Zbyt długo byłam jej niewolnicą. To definitywny koniec.
- Co robisz?! - wrzasnęła. Była wściekła. Cholernie wściekła.
Nie odpowiedziałam, czego za chwilę pożałowałam.
Momentalnie poczułam rwący ból w plecach. Upadłam.
- Pytałam cię o coś. - warknęła, a ja zdobyłam siły na to, by się podnieść i stanąć z nią twarzą w twarz.
- Powiem ci coś. - zaczęłam, o dziwo spokojnie. - Nie wiem, kto cię tak zranił. Nie wiem, czy twoi rodzice cię nie kochali... Chyba tak, bo jesteś sama. Nie masz nikogo i wyżywasz się na mnie. Jesteś suką, wiesz? Jesteś suką, która nie szanuje tego, co ma. Miałaś mnie. Mogłaś na mnie liczyć. Służyłam ci, jak jakaś zasrana poddana, ale tobie to, kurwa, nie wystarczało. Więc proszę bardzo! Zobaczymy jak sobie poradzisz bez swojej służącej! Nie masz roboty, jesteś alkoholiczką i od dziś nie masz nikogo, kto ci pomoże. Jesteś sama. Mam w dupie to, że mnie za chwilę uderzysz. Mam w dupie to, że moje sumienie podpowiada mi, że jesteś moją matką i powinnam tu zostać. Mam to w dupie, bo nie chcę takiej matki, rozumiesz?! Nie chcę kogoś, kto potrafi wytykać tylko błędy, a każdy problem topi w alkoholu. Nienawidzę cię. Jesteś nikim. - mówiłam. - Boże, jak ja z tobą wytrzymywałam? - prychnęłam. - Może byłam tu, bo nadal jesteś moją matką i to ty dałaś mi życie. Może dlatego... Ale to już koniec. Od teraz jesteśmy spokrewnione tylko na papierach. To chyba wszystko, co chciałam ci powiedzieć. Cześć. - mruknęłam i chciałam ją wyminąć, jednak nie pozwoliła mi na to.
Spojrzałam na nią i dostrzegłam jej załzawione oczy. Nie wierzę, że to ją ruszyło. Po prostu zrozumiała, że teraz nie będzie z nią nikogo, kto jej pomoże, kto przy niej będzie.

THIS IS THE END

Chwyciła mnie za nadgarstek i zmusiła do spojrzenia na jej osobę.
- Nie możesz mnie zostawić. - szepnęła.
- No to się zdziwisz. - warknęłam i wyrwałam rękę z jej uścisku.
Po chwili znów poczułam ból, tym razem drugiego policzka. No tak, równowaga musi być.
- Powiedz mi, jak ja mam zostać, skoro traktujesz mnie w taki sposób? - zapytałam, ale nie uzyskałam odpowiedzi. - Jesteś żałosna. - prychnęłam, po czym zabrałam swoje rzeczy i opuściłam dom.

***

Siedziałam na wzgórzu, na którym dokładnie dwa miesiące temu Zayn poprosił mnie o to, bym mu zaufała. Zrobiłam to i nie żałuję. Miał się pojawić lada chwila. To miejsce było... naszym miejscem, jednak teraz chciałam się znaleźć jak najdalej od slumsów, a przede wszystkim od mojej matki. Czułam, że w tym momencie żegnam się z pagórkiem, na którym spędzałam większość mojego wolego czasu. Czas zakończyć pewien rozdział w moim życiu i tym rozdziałem jest życie w slumsie u boku mojej wyrodnej matki.
- Bonnie! - usłyszałam dobrze znany mi głos.
Odwróciłam się i ujrzałam biegnącego w moim kierunku mulata, który już nie dawał rady, jednak nie poddawał się i pędził dalej. Kiedy znalazł się na szczycie wzgórza, tuż obok mnie, padł na ziemię i łapczywie wdychał powietrze. Wykończy się kiedyś chłopak.
- Cześć, Zayn. - powiedziałam, a następnie dałam mu delikatnego buziaka w policzek.
- A to za co było? - zapytał unosząc się na łokciu i uważnie mi się przyglądając. 
Pomimo tak wielkiego skupienia, szeroki uśmiech nie znikał z jego twarzy.
- Za tę wytrwałość we wdrapywaniu się na sam szczyt. - zaśmiałam się, a on odwzajemnił mój gest.
- Muszę ci coś powiedzieć. - oznajmił poważnym tonem, a ja nie wiedziałam czego mam się spodziewać, bo do tej pory nie spotkałam się z takich zachowaniem z jego strony. Jeszcze wielu rzeczy o nim nie wiem.
Chłopak usiadł na wprost mnie i głęboko oddychał. Nie wiem czy starał się uspokoić swoje serce po męczącym biegu czy chciał w ten sposób nabrać więcej odwagi na wyznanie mi jakiejś prawdy... czy coś.
W każdym bądź razie obawiałam się najgorszego.
Po chwili chłopak chwycił moje dłonie i kciukami gładził knykcie moich palców. 
Poczułam, jak moje serce zaczyna szybciej bić. 
Cholernie bałam się tego, co miałam za chwilę usłyszeć.
- Bonnie... - zaczął niepewnie. - Boże, jak to dziecinnie zabrzmi. - wtrącił i cicho się zaśmiał, jednak mnie wcale do śmiechu nie było. - Jezus, co ty masz na policzku?! - krzyknął.
Wiedziałam, że to nie to chciał mi powiedzieć. Po prostu wcześniej nie zauważył śladu po uderzeniu, a ja dotychczas nie zdawałam sobie sprawy z tego, że takowy mi został.
- Nic takiego. - mruknęłam.
- No jak to nic? Kto cię uderzył?! - zadawał kolejne pytania, a ja nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Zayn, daj spokój, proszę. - szepnęłam spuszczając wzrok na trawę. 
Między nami nastała niezręczna, przynajmniej dla mnie, cisza, którą za wszelką cenę chciałam przerwać.
- Co chciałeś mi powiedzieć? - zapytałam niepewnie, dumna z siebie, że wymyśliłam jakiś temat do rozmowy.
- Teraz to już nie ważne, skoro nie ufasz mi na tyle, by powiedzieć kto cię uderzył. - warknął, ale nie był zły.
Był smutny i... zawiedziony. 
Nawet nie zauważyłam kiedy wstał i zbiegł z górki.

WHAT...?


Od autorki:
Chciałyście kolejny rozdział, to macie, moje kochane! :)
Nawet nie wiecie jak bardzo mi miło, że pomimo upływu tych dwóch miesięcy wy nadal tu ze mną jesteście.
Kocham Was!

Tak w ogóle, to zbliżamy się do końca pierwszej części opowiadania.
Specjalnie dla Was troszkę zmieniłam scenariusz, ale jeszcze nie jestem pewna w jednej kwestii, i że tak powiem - jestem w kropce, ale cóż. Mam nadzieję, że jakoś temu zaradzę :)

Little Wings - Tak, możesz zostać moją oficjalną fanką, nawet się nie pytaj <3
Vesper - Chciałam Ci bardzo podziękować za to, że ze mną jesteś i mnie wspierasz, kocham cię <3
No i też dziękuję wszystkim innym, którzy tu są i czytają moje wypociny :*  

6 komentarzy:

  1. FAJNY ! CZEKAM NA NASTĘPNE ^u^

    OdpowiedzUsuń
  2. Zajebisty rozdział! Dawaj szybko nexta :) x

    OdpowiedzUsuń
  3. DZIĘKI !!!!!!!!
    Kocham ciebie... Top opowiadanie.
    P.s Jak nazwiemy fandom?
    P.p.s Czekam nba następny.

    OdpowiedzUsuń
  4. super, czekam na kolejny ;) x

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam to ! ;)

    OdpowiedzUsuń

Szablon by S1K